W tym artykule
Wchodzę do firmy i pierwsze, co widzę, to Excele. Nie jeden. Kilka. A po chwili wychodzi rzecz najciekawsza: bardzo często to jest ten sam plik w kilku wersjach.
Dlaczego kilka wersji? Bo chcemy, żeby jedna osoba widziała tę kolumnę, druga jeszcze te dwie, a nikt postronny nie widział naszych wyliczeń. Więc robimy kopię. I drugą. I trzecią. To nie jest bałagan z lenistwa — to jedyny sposób, w jaki arkusz potrafi obsłużyć coś, co w systemie nazywa się uprawnieniami.
Potem pytam, kto wprowadza te dane. I okazuje się, że kilka osób. A rzadko kiedy widzę Excela odpornego na błąd ludzki: z blokadami, z sensownymi funkcjami, z zabezpieczeniem przed pomyłką. Do tego przy rosnącej liczbie wierszy zaczynają się problemy z wydajnością.
Ten wpis jest o momencie, w którym to zdanie przestaje być metaforą i zamienia się w decyzję: czy twój proces zasługuje na własny system — i, co równie ważne, kiedy nie zasługuje.
W skrócie
- 1
Objaw jest zawsze ten sam
Kilka kopii jednego arkusza, kilka osób wprowadzających dane, zero odporności na pomyłkę. Kopie nie biorą się z bałaganu, tylko z braku uprawnień.
- 2
Dwa zdania wystarczą, żeby zacząć
Scentralizować dane i ustalić, kto ma do czego dostęp. Nic więcej nie musisz wiedzieć o technologii, żeby ruszyć z miejsca.
- 3
Nie kupujesz gotowego systemu
Kupujesz narzędzie, które przyspiesza budowanie systemu pod twoją firmę. Przy okazji dostajesz własność kodu i niezależność od dostawcy.
- 4
Połowa uczciwej odpowiedzi to „komu odradzam”
Zero osób technicznych w firmie, utrzymanie i infrastruktura po twojej stronie, projekt w wersji przed jedynką. Trzy powody, żeby tego nie robić.
Odcinek, z którego wziął się ten wpis
Nagrałem o tym premierowy odcinek serii o Open Mercato. Jeśli wolisz posłuchać: w kilkanaście minut odpowiadam na jedno pytanie — czy da się przenieść twój proces z Excela szybko i tanio, czy nie. Tekst poniżej jest tym samym materiałem, rozpisanym na czytanie.
Odcinek leci na moim kanale Mateusz Kozłowski — tam też będą kolejne części serii.
Co mówię właścicielowi, stojąc nad takim arkuszem
Nie mówię mu o frameworku. Mówię dwa zdania: te dane trzeba scentralizować i trzeba ustalić, kto ma do czego dostęp. To wystarczy, żeby zacząć — cała reszta rozmowy to już szczegóły wykonania.
Te dwa zdania rozbrajają całą galerię kopii. Jeśli dane siedzą w jednym miejscu, a widok każdej osoby jest ograniczony jej rolą, to nie ma po co robić drugiego pliku dla handlu i trzeciego dla produkcji. Kopie nigdy nie były problemem — były objawem.
Zamiana ramy: nie kupujesz systemu, kupujesz narzędzie do jego budowy
To jest najważniejsza rzecz w całym odcinku i najczęściej mylona. Ludzie myślą, że kupują gotowy system. Myślą, że kupują platformę. A naprawdę kupują narzędzie, które przyspiesza budowanie systemu skrojonego pod ich firmę.
Brzmi jak niuans, dopóki nie zapytasz, co się dzieje, kiedy potrzebujesz zmiany, której dostawca nie przewidział. W gotowym systemie to jest koniec rozmowy albo custom za duże pieniądze. Tutaj to jest po prostu twój kod, w twoim repozytorium.
Czym to nie jest — i gdzie brak dostępu bywa zaletą
Powiem, z czym to mylą, bo to jest połowa odpowiedzi. To nie jest Make. To nie jest n8n. To nie jest Zapier. To nie ta klasa narzędzia — tamte spinają systemy, które już masz, a tutaj chodzi o miejsce, w którym proces w ogóle zamieszka.
To nie jest też platforma no-code, w której nie masz dostępu ani do kodu, ani do infrastruktury pod spodem.
Jeśli siedzisz dziś w narzędziu wewnętrznym w rodzaju Retoola i zastanawiasz się, gdzie jest jego sufit, mam o tym osobne porównanie.
Skąd się to wzięło: dwie ślepe uliczki
Przez lata budowałem na low-code i no-code. Dawały gotowe rzeczy i można było zrobić szybko. Tylko że były kosztowne. I zawsze nie do końca w punkt — bo dalej były platformami, na których musiałeś zgodzić się na ograniczenia, które one narzucają. Rozpisałem to kiedyś szerzej we wpisie o low-code kontra CRM i ERP.
A drugą stroną były systemy klasy ERP i CRM, które — powiem szczerze — często wyglądają jak z lat dziewięćdziesiątych. I w których dodanie jednego pola, akurat tego, którego potrzebujesz, wymaga napisania customa. Za duże pieniądze. I i tak coś nie gra.
Miałem kiedyś projekt z Symfonią, gdzie w grze było kilkanaście wersji API. W jednym miejscu musieliśmy używać jednej wersji, w innym drugiej. Koszmar. Po prostu koszmar.
Więc kiedy zobaczyłem Open Mercato, pomyślałem jedno: w końcu. W końcu jesteśmy w tym miejscu.
Co dostajesz gotowe — i jedno słowo, które to spina
Każdy proces biznesowy potrzebuje mniej więcej tego samego. Potrzebuje ról. Potrzebuje uprawnień. Potrzebuje danych ograniczonych do roli — bo w procesie stoi konkretny człowiek i on może robić jedne rzeczy, a innych nie.
I teraz rzecz, którą docenia programista, a rzadko widzi właściciel: z punktu widzenia rzemiosła to są najtrudniejsze rzeczy w całej robocie. Uprawnienia. Role. Mechanika logów. Zapisywanie każdej akcji. Historia zmian. To wszystko już jest napisane.
Do tego moduły, które z dużym prawdopodobieństwem pasują do twojej firmy:
- zamówienia,
- ofertowanie,
- pipeline sprzedażowy,
- kontrahenci,
- użytkownicy i role,
- portal dla klientów.
Jeśli chcesz zobaczyć te rzeczy z bliska, rozbierałem je po kolei w osobnym wpisie o pięciu rzeczach, które rozstrzygają rozmowę na demo. Samą platformę od podstaw opisuje wprowadzenie do Open Mercato.
Trzy zarzuty, które słyszę
Wszystkie trzy są sensowne i wszystkie trzy padają regularnie. Odpowiadam po kolei.
1. Skoro AI umie budować software, po co mi jakikolwiek framework
Mechanika, o której pisałem wyżej, już jest napisana i działa tak samo w każdym module, który dopiszesz. Bez tego agent wymyśla ją od nowa. Za każdym razem inaczej.
W tej samej postaci usłyszałem to od kolegi z branży, człowieka technicznego: „Claude i tak wchodzi w ten kod, więc co tu jest wow?”. Odpowiedź jest ta sama — rzecz nie w tym, kto pisze kod, tylko ile decyzji trzeba przy tym podjąć od zera.
2. To kolejny boilerplate
Boilerplate kopiujesz do siebie i po pierwszej aktualizacji rozjeżdża się z oryginałem. Tutaj rdzeń zostaje rdzeniem, a ty dokładasz obok. To jest różnica między szablonem a fundamentem.
3. Kto weźmie odpowiedzialność, jak się zepsuje
To jest najuczciwsze z tych trzech pytań i — co znaczące — zadaje je klient, nie programista. Odpowiedź zaczyna się w sekcji poniżej: część tej odpowiedzialności zostaje po twojej stronie i lepiej wiedzieć to przed startem niż po.
Komu to odradzam
Uczciwa odpowiedź ma dwie połowy. Pierwsza to wszystko powyżej. To jest druga.
Ostatni punkt dopowiem: dla mnie „przed jedynką” znaczy, że jest wcześnie, a nie że jest ryzykownie. Ale to jest moja ocena, a nie fakt — i wolę, żebyś podejmował decyzję, wiedząc, że to ocena.
Wtorek przed i wtorek po
Jak wygląda wtorek przed? Chaos. Niewiedza. Brak kontroli nad tym, co się dzieje. Gaszenie pożarów, nerwówka i szukanie po różnych miejscach: kto to zrobił, kiedy, dlaczego ja tego nie widziałem.
A po? Po prostu wiadomo. Kto, co, kiedy i na czyje polecenie. To jest całe zdanie — nic więcej w tym nie ma i to jest w tym najlepsze.
Cztery branże, jeden kształt
Zobaczyłem to dopiero po czwartym wdrożeniu. Karta techniczna u producenta opakowań. Wizyta w gabinecie. Zamówienie w produkcji na zamówienie. To wygląda na trzy różne światy.
A pod spodem to jest ten sam kształt: jeden rekord, który przechodzi przez ręce kilku osób, zmienia status i na końcu zostawia dokument. Cztery branże. Jeden fundament.
Dwa takie wdrożenia opisałem osobno: szwalnię produkującą torby i producenta ortez dziecięcych. Zewnętrznie nie mają ze sobą nic wspólnego. W środku mają ten sam szkielet.
Jak to sprawdzić samemu, bez rozmowy ze mną
Jeżeli chcesz to zobaczyć na własne oczy — wejdź na demo.openmercato.com. Przeklikaj, zaloguj się, pochodź po tym.
I jedna rada: nie patrz na to, ile tam jest wielkich modułów. To przytłacza i to jest normalne. Patrz na szczegóły. Otwórz historię zmian. Zobacz, kto ma prawo edycji, a kto tworzenia. Bo to są te rzeczy, których w Excelu nie ma — i których sam sobie nie napiszesz w tydzień.
Cały odcinek jest na YouTubie, kolejne części serii lecą na moim kanale, a o samej platformie więcej piszę na stronie Open Mercato.
Mateusz Kozłowski
Założyciel flowbiz · Ekspert automatyzacji procesów
Wdrażam automatyzacje, integracje i AI w średnich firmach na Pomorzu i w Kujawsko-Pomorskiem.



