Lovable
Domena
DNS
SSL
No-code

Lovable i własna domena — instrukcja krok po kroku

Poleciłem to narzędzie i nie powiedziałem, co dalej. Nadrabiam.

Mateusz KozłowskiMateusz Kozłowski9 min czytania
Podpięcie projektu z Lovable pod własną domenę — rekordy DNS i certyfikat SSL

W poprzednim wpisie pisałem, jak w Lovable albo Claude Code złożyć prototyp w jedno popołudnie. Polecam to na spotkaniach, mówię o tym na filmach i dalej to podtrzymuję — to najtańszy sposób, żeby zobaczyć swój pomysł na ekranie, zamiast go sobie wyobrażać.

Tylko że moje polecenie kończyło się mniej więcej tam, gdzie kończy się zabawa. Masz stronę, klika się, ładnie wygląda. A potem przychodzi „no dobra, to jak ja to teraz wrzucę na moją domenę?” — i w tym momencie zostawiałem ludzi samych.

Jeden z nich, marketingowiec bez zaplecza technicznego, przesiedział nad tym kilka godzin z czatem supportu hostingu i nie ruszył z miejsca. Usiedliśmy na współdzielonym ekranie: czterdzieści minut i działało. Z czego większość poszła na szukanie właściwego panelu, bo sama zmiana DNS (to ustawienia, które mówią internetowi, gdzie szukać Twojej strony) to dwa rekordy.

Więc nadrabiam. Poniżej cała ścieżka, którą wtedy przeszliśmy — razem z miejscami, w których się zacięliśmy.

Co warto mieć pod ręką

Trzy rzeczy. Bez nich utkniesz w połowie i — jak mój rozmówca — nie będziesz wiedział, dlaczego.

  • Dostęp do panelu administracyjnego hostingu. Nie do panelu klienta, tylko do miejsca, w którym realnie edytuje się strefę DNS. To zwykle dwa piętra głębiej, niż się wydaje.
  • Płatny plan w Lovable. Podpięcie własnej domeny jest funkcją płatną i nie ma tu obejścia — o tym też wcześniej nie wspomniałem.
  • Kwadrans spokoju. Czasem wszystko wstaje od razu, a czasem trzeba odczekać i wrócić za godzinę. Nie zaczynaj tego dziesięć minut przed spotkaniem, na którym chcesz pokazać stronę.

Podpięcie domeny krok po kroku

Kolejność ma znaczenie. Punkty szósty i siódmy to te, które się pomija, a potem czeka na coś, co nigdy się nie wydarzy.

  1. W Lovable wejdź w ustawienia projektu → Domains → Manage domains i dodaj swoją domenę.
  2. Wybierz konfigurację ręczną / opcję dla „innego dostawcy”. Polskich rejestratorów nie ma na liście automatycznych integracji, więc automatu tu nie uświadczysz.
  3. Lovable pokaże dwa rekordy: rekord A z adresem IP (numer, pod którym stoi Twoja strona) i rekord TXT o nazwie zaczynającej się od podkreślnika, np. _lovable-… (to tylko dowód, że domena jest Twoja).
  4. Wejdź do panelu DNS swojego hostingu — administracyjnego, nie klienckiego.
  5. Dodaj rekord A: w polu nazwy wpisz @, w wartości wklej adres IP z Lovable. Nie zostawiaj nazwy pustej — część paneli takiego rekordu po prostu nie zapisze i nawet Ci o tym nie powie.
  6. Dodaj rekord TXT: nazwę i wartość skopiuj z Lovable jeden do jednego. Bez skracania, bez doklejania nazwy domeny, bez poprawiania.
  7. Wróć do Lovable i kliknij weryfikację. To osobny krok — rekordy mogą być idealne, a domena i tak nie ruszy, bo Lovable jeszcze na nie nie zerknął.
  8. Włącz certyfikat SSL po stronie hostingu (to ta kłódka przy adresie) i wymuś przekierowanie na HTTPS. Dopiero wtedy strona otworzy się bez ostrzeżenia.

Pięć rzeczy, na których się przewracamy

Każda z nich kosztowała kogoś co najmniej pół godziny — nas przy okazji też. Żadna nie wymaga wiedzy technicznej. Wymaga tylko tego, żeby wiedzieć, że w ogóle istnieje.

  • 1

    Szukanie DNS-ów w panelu klienta

    Strefa DNS jest w panelu administracyjnym hostingu, nie w tym, do którego logujesz się na co dzień. Tu schodzi najwięcej czasu. I to nie jest wina dostawcy — po prostu nikt nie mówi wprost, gdzie patrzeć.

  • 2

    Certyfikat SSL nie włącza się sam

    Przy poprawnych DNS-ach strona potrafi dalej wyglądać na zepsutą, bo przeglądarka krzyczy o nieważnym certyfikacie. Darmowy Let's Encrypt jest w standardzie, tylko w panelu na wierzchu widzisz „zamów certyfikat” (płatny), a darmowa opcja siedzi pod automatycznym odnawianiem. Trzeba jej poszukać.

  • 3

    Puste pole nazwy przy rekordzie A

    Wygląda niewinnie: zostawiasz nazwę pustą, bo przecież chodzi o domenę główną. Część paneli taki rekord odrzuca albo zapisuje bez efektu. Wpisz @ i masz spokój.

  • 4

    Zapomniany przycisk „zweryfikuj” w Lovable

    Klasyk, na który sami wpadliśmy. Rekordy dodane, siedzisz i czekasz na propagację, a Lovable w ogóle jeszcze nie próbował ich sprawdzić. Samo czekanie nic tu nie da.

  • 5

    Bałagan w strefie po wcześniejszych próbach

    Jeśli grzebałeś tam wcześniej, przejrzyj całą strefę — stare rekordy potrafią zostać i przykryć nowe. Sprawdź też z innej sieci albo z telefonu na transmisji komórkowej. DNS-y lubią siedzieć zapamiętane na Twoim routerze i pokazywać Ci nieaktualny stan.

Trzy rzeczy, o których nie powiedziałem, polecając Lovable

Instrukcja odpowiada na pytanie „jak”. Tu są trzy rzeczy z gatunku „czy warto”, które sam bym chciał usłyszeć na starcie, a nie po pół roku.

  • 1

    Abonament Lovable kontra własny hosting

    Podpięcie domeny wymaga płatnego planu. Przy jednym projekcie policz, czy taniej nie wyjdzie przenieść stronę na własny hosting. Przy kilku abonament zwykle się broni. To jest zwykła arytmetyka, nie ideologia.

  • 2

    Lovable słabo się pozycjonuje

    Do landing page'a i prototypu jest świetne, dlatego je polecam. Ale jeśli strona ma zarabiać ruchem z Google, to jest ograniczenie, o którym lepiej wiedzieć na starcie niż po pół roku wrzucania treści w próżnię.

  • 3

    Podstrony to osobny temat

    Strona jednoekranowa zadziała bez problemu. Ale wpisanie z palca twojadomena.pl/pakiety potrafi wypluć „nie znaleziono strony”, bo serwer nie wie, że ma oddać aplikację. Da się to naprawić — trzeba tylko wiedzieć, że taki problem w ogóle istnieje.

Jak utkniesz

Jeśli przeszedłeś całą listę, a strona dalej nie działa, sprawdzaj w tej kolejności: czy rekord A ma nazwę @, czy TXT jest skopiowany co do znaku, czy kliknąłeś weryfikację w Lovable, czy SSL jest włączony i czy w strefie nie siedzą stare rekordy. W dziewięciu przypadkach na dziesięć problem jest w jednym z tych pięciu miejsc.

A jak nie jest — napisz. To zwykle nie jest projekt na tydzień, tylko pół godziny wspólnego klikania po ekranie. Wolę to niż świadomość, że ktoś przeze mnie siedzi trzeci wieczór na czacie supportu, nie wiedząc, o co właściwie zapytać.


Mateusz Kozłowski

Mateusz Kozłowski

Założyciel flowbiz · Ekspert automatyzacji procesów

Wdrażam automatyzacje, integracje i AI w średnich firmach na Pomorzu i w Kujawsko-Pomorskiem.

Więcej o autorze
Mateusz z flowbiz - ekspert automatyzacji

Bezpłatna Konsultacja

Odzyskaj 40 godzin tygodniowo

Przeprowadzę Cię przez proces automatyzacji krok po kroku. Bez technicznego żargonu, bez ukrytych kosztów - tylko konkretne rozwiązania dla Twojej firmy.

Bezpłatny audyt procesów - znajdziemy największe wąskie gardła

Konkretny plan oszczędności - pokażemy ile zaoszczędzisz

Szybkie wdrożenie - pierwsze efekty już w tygodniu